środa, 30 lipca 2008

Z piekła rodem. OGIEŃ!

I am the god of hell fire, and I bring you
Fire, I'll take you to burn
Fire, I'll take you to learn
I'll see you burn


/Arthur Brown - Fire/

W stolicy jest potwornie gorąco. Uwielbiam to. Wszystko się gotuje. Dziś będzie diabelska muzyka. Kotły gotującej się smoły, siarka, piekący w oczy dym. Smażymy się w piekle.


/Reverend Glasseye & His Wooden Legs Band - One More Smoke/

Plejlista 30 lipca:

1. Man Man - Feathers
2. The World/Inferno Friendship Society - Brother Of The Mayor Of Brigdewater
3.
The World/Inferno Friendship Society - Ich erinnere mich an die Weimarer Rebublik
4. Reverend Glasseye & His Wooden Legs Band - One More Smoke
5. Slim Cessna's Auto Club - This Land Is Our Land Redux
6. Slim Cessna's Auto Club - Children Of The Lord
7. Dead Brothers - Farmer Boy
8. Ghoultown - Return Of The Living Dead
9. Ghoultown - Killer In Texas
10. Curse Ov Dialect - Broken Feathers
11. Martin Martini & The Bone Palace Orchestra - Without Grace
12. Kaizers Orchestra - Di Gring
13. Reverend Glasseye & His Wooden Legs Band - Sleep Sweet Countrymen

Posłuchaj - ściągnij audycję!

Było wszystko co obiecywałem. A nawet więcej. Dużo ognistej wody. Dałem radę.

Ogień jest fajny.
Przypomniało mi się jak w ogólniaku z moim bratem duchowym, dabesten kumplem, z pokorą przyjmowaliśmy nauki wielebnych Beavisa i Buttheada. W jednym z odcinków naszych guru zaczepiły fajne, luźne panienki z papierosami:

Panienki: Cześć chłopaki! Macie ogień?
Beavis: Ekhhhmhih, eehihihiheeheh, mamy.
Butthead: Taa, mamy ogień. W dupie.

Zupełnie nie rozumiem dlaczego wszystkie dziewczyny obrażały się słysząc ten tekst z naszych ust. Naśladowaliśmy przecież najlepszych.

A dr Pyta, brat (pozdro Szefie!) zawsze nosił ze sobą taką zieloną zapalniczkę. Generalnie nie palił papierosów, a zapalniczka potrzebna mu była do lutowania. Nazywaliśmy ją Green Machine. Cudowny sprzęt to był.


/Kyuss - Green Machine/

To jakoś w tamtym czasie założyliśmy zespół. Zresztą Funkwerk Erfurt nadal istnieje, mamy po prostu artystyczne wakacje. Od kilku lat. Czas wykonać tak zwane ruchy w tak zwanym temacie - polska muzyka nas potrzebuje. Coraz bardziej. /link do naszego pejsa gdzieś obok/

Dziś dr Pyta jest inżynierem. Pracuje na uczelni, patentuje to i owo. Wymyśla rzeczy typu rura/wielka tuleja/cośtam, która rozpoznaje wszystko co się włoży do jej wnętrza. Ponoć jest bezbłędna! wiecie rozumiecie, można tam wsadzić co się chce...

Mamy wakacje. Potrzebowałem takiego letniego wrzutu, luźnego bardzo. Takiego kompletnie od czapy...


/Ghoultown - Killer In Texas/

wtorek, 29 lipca 2008

Asa-Chang

A tak mi się przypomniało:


/Asa-Chang & Junray - Hana/

carmody 27.10.06, 11:34
zarchiwizowany

Od dawna chciałem zapodać w hajp Asa-Chang & Junray. Podjarka nie chciała dać ubrać się w słowa. Fascynacja też niewyrażalna. Nie będę czekał na wenę, bo może przyjść wraz z chwilą, gdy nabite od pokłonów guzy zaczną cisnąć mózg i paliczki działać przestaną...
Asa-Chang zarabia na noodle grając jako perkusista trasy z j-popowymi zespołami. Asa-Chang to geniusz-samouk, który opanował do perfekcji grę na tabli. Asa Chang skomponował utwór "Preach", który Otomo Yoshihide nagrał wraz z Otomo Yoshihide's New Jazz Ensemble na "Dreams". I nic kurwa, co nie będzie sprowadzało się do napieprzania czołem o podłogę, co by szacun i radość wyrazić, napisać nie umiem.

Nie potrafię zaszufladkować tej muzyki, nawet w przybliżeniu. 23 Skidoo spotyka Beefhearta? Boredoms grają z Punjabi MC's, a w tle rzępolą The Bad Seeds? Trzeźwi jassowcy grają pod Fennesza wykonującego kompozycje ujaranej Yoko Kanno? Matt Elliott nagrywa ścieżkę dźwiękową do japońskiej wersji "Deep Throat", czy "Behind The Green Door"? Nie.


Pół roku temu /dwa lata temu - dop. dzisiejszy car vel lewar/ katowałem album Asa-Chang & Junray "Junray Sung Chang". Najpierw miażdżący wstęp w postaci "Hana" i wspomnianego "Preach" (u Otomo śpiewa Phew, oryginalna wersja Changa jest ledwo podobna, ale robi większe wrażenie - no dobra, w tym wypadku można powiedzieć, że Boredoms i Mira Calix grają Bregovica). Następni wielkie zdziwko: w "Nigastu" jest sampel z "As Can Be" Johna Frusciante z cudownej pierwszej płyty "Niandra LaDes & Usually Just a T-Shirt"!


/John Frusciante - Head (Beach Arab)/

Dalej też super, ale jedziemy na wrażeniu z pierwszych 15 minut albumu. Niedawno /dawno... - car lewar/ odkopałem "Tsu Gi Ne Pu", na którym kompozycje z "Junray Sung Chang" podane są w nowych wersjach. Więcej elektroniki; za bardziej europejskie zremiksowane "Jippun" dała by się pociąć połowa ludu nagrywającego dla Warp. Są też nowe utwory, jak chociażby "Xylophone" - easternowa pieśń z sushi-westernu, w której Chang śpiewa po angielsku z wyraźnym akcentem a towarzyszy mu gitara na reverbie, sitar i cierpiętnicze chóry w stylu "Third Eye Foundation". W podobnym klimacie utrzymane jest humorystyczno-patetyczne "Kaikyou", japońskie Mitch&Mitch lub ścieżka dźwiękowa do komiksu "Shaolin Cowboy" (przezabawny i przekrwawy ulubieniec Wachowskich, polecam swoją drogą).

Asa-Chang to dla mnie odkrycie roku 2006. /taaa... - car/
--
My smile is a rifle.
Won't you give it a try?


/Asa-Chang & Junray - Senaka/

Re: Asa Chang & Junray

braineater 27.10.06, 11:59
zarchiwizowany

Matt Elliott dogrywa soundy do porniola z delfinami w roli głównej, to chyba najbliższe skojarzenie. Płyta miażdży i faktycznie zmusza do wpadnięcia w przyklęk. Inaczej nieco wygląda na Tsu Gi Ne Pu, bo tu raczej są to dźwięki i piosenki towarzyszące kolejnej wyprawie Bronisława Malinowskiego, zwieńczonej nie napisanym nigdy tomem esejów antropologicznych "Życie seksualne Obcych" Do pokręconych wokali, obudowanych morzem przesterów, pogłosów, czasem nawet potraktowanych dubowymi patentami, dochodzi mnóstwo czysto cyfrowych dźwięków, szumów, pisków, klików. Coś tak, jak gdyby w okolicach Mille Plateau zaczęli wreszcie nagrywać muzycy, a nie matematycy. Co dziwniejsze, (albo w sumie wcale i że nie) - dłuższe słuchanie Tsu musi prowadzić do wniosku, że słucha się całkiem współczesnych wersji tradycyjnej japońskiej muzyki, tej, która kiedyś grana była na shaminsenach i koto, przetłumaczonej na język współczesnego cyfrowego szumu. Powstają takie same wrażenia i jest to kolejny argument za tym, że kto jak kto, ale Żapończyki na 100% są eksportem z innej planety, sprowadzonym na ziemie tylko po to by wkurwiać resztę ludzkości swój bezbłędna perfekcją.


/Asa-Chang & Junray feat. Hanaregumi - Kana/

Asypejs-Changapejs

To jest odgrzewka z forum Strawberry Fields sprzed dwóch lat. Mam nadzieję, że się nie obrazicie. Tak mnie znów naszło na Asę-Changa ostatnio, a zagoniony jestem i rodzić coś nowego nie mam kiedy. Jakby ktoś nie załapał: carmody to ja, braineater to Marceli. A w środę w audycji i tak coś innego... aje

środa, 23 lipca 2008

Zdolna sitwa

Tydzień temu nie grałem. Przyczyny losowe, jeszcze nie na urlopie (mam zresztą nadzieję, że nie będzie to Urlaub in Polen). Aje, ale dziś gram. Jak mawia pewien radiowiec: OKEEEEEJ!

Dziś będzie o zdolnej sitwie. O matematycznie uzdolnionej młodzieży, na różne sposoby związanej z Louisville w stanie Kentucky. W ogólniaku chodziłem do klasy o profilu matematyczno-fizycznym (i jeszcze coś z informatyką było), ale na myśl o całkach, granicach funkcji i innych koszmarach zalewam się zimnym potem. Natomiast kiedy pomyślę o math-rocku, to po plecach przechodzą mi ciarki. Takie przyjemne ciarki. To nie do końca math-rockowe towarzystwo, ale posłuchajcie sami jak się rządzi na gitarach (i nie tylko, bo będą też dęciaki! i smyki! smyczki!).

Zapraszam.

Na zachętę:


/ale nie będzie Tortoise.../

APDEJT

plejlista z 23 lipca:

1. Slint - Spiderland
2. Hoover - Private
3. Rodan - Bible Silver Corner
4. Lungfish - 8.14.2116
5. June Of 44 - The Dexterity Of Luck
6. The Crownhate Ruin - Ride Your Ride
7. The Boom - Biloxi Board Walk
8. Abilene - Blanc Fixe
9. Rachel's - Family Portrait
10. Codeine - Loss Leader
11. Regulator Watts - False Idols

POSŁUCHAJ: ściągnij audycję!

apdejt możliwy, acz niepewny

środa, 9 lipca 2008

Urlaub in Polen

Kiedy ostatnio gadałem z jednym z kumpli o urlopie, powiedział:

należy ci się jak psu eutanazja

Przyjdzie czas i na to. Zanim będę pingał bloka ze słonecznej plaży mam dla Was godzinę polskiej muzyki wypoczynkowej. Obskurny kurort hutniczy z lat 90tych. Ale będą przebłyski dobrobytu i dźwięki znajome gimnazjalistom...


/Urlaub in Polen - Wanderlust (live)/


APDEJT

Nie nagrała mi się zołza audycja. Kiedyś znajdę chwilę i wygrzebie ją i kilka innych z archiwum radja...

ha! zrobiłem to - POSŁUCHAJ - ściągnij audycję!

Standardowy ostatnio lot po plejliście:

1. Ween - I'm Waving My Dick In The Wind

Nawiązanie do poprzedniej audycji o temacie PUSSY. Pomachałem kiciom.
No i Ween wżenić chciałem. Bo to złoto jest przecież...

ichpejs

2. Urlaub In Polen - Wanderlust

Niemieccy turyści. Ponoć indie, ale ja tam żadnego Wurstu w tym nie słyszę. Dobre granie z tak zwanymi mega momentami. Ten kawałek jest jak Volkswagen - dla ludu, dla każdego. Tuba wyżej, ale lepiej zajrzyjcie w ichpejs i posłuchajcie tam wersji studyjnej...

3. Apteka - Miłe złego początki

Rozumiemy się bez słów, co nie? Naszych. Porozmawiajmy Apteką, porozmawiajmy Kodymem... wiesz, rozumiesz.

4. 3 Metry - Never Ending Story

"Jedli z dołków, pili z dziurek" to jedna z najlepszych polskich płyt. W dodatku ma absolutnie najlepszy tytuł wśród krajowych wydawnictw - na tym polu konkurować może tylko "Tak się kaszle" Afro Kolektywu, ale ona w końcu została nazwana "Czarno widzę". Gościnnie występuje tu Tymon Tymański, wówczas w szczytowej formie (rok 1996). To lektura obowiązkowa, a na klasówkach wymagana jest znajomość tekstów na wyrywki.

więcej na bloku założyciela 3 metrów, Bartłomieja Kuźniaka
i na stronach Mózgu

5. Kobong - Rege

Kolejny kult klasyk. Legendarny, a więc znajdziecie sobie w sieci wszystkie potrzebne informacje... Skromna lewarowa wspominka jeno: pamiętacie programy Czad Komando i Clipol? To z czasów mojej podstawówki, ale piętno odcisnęły spore.

"Green Lady, don't say maybe..."


6. Flap House Vag - Oomph! Ungawa!

W końcu lat 90tych do Polski przyjechali z Kalifornii bracia Benway i założyli najlepszą funkową kapelę jaką nasza umęczona ziemia nosiła. P-funk od Georga Clintona skoligacony z bardziej tanecznymi rytmami z końca lat 70tych i początku 80tych, świetnie zaaranżowany i wyprodukowany (jak przystało na najntiz). Pełnoziarnisty groove, a przy tym wielki luz, co daje cholernie przebojową mieszankę. Najbardziej cieszy to, że FVH nie bali się polecieć w groteskę i nurzanie stóp w banale szklanej kuli pod sufitem. Totalny pozytyw. Afro na jajcach.


Flap House Vag – Oomph - Ungawa

Została po nich jedna płyta - wydana przez Szambo Records i zatytułowana po prostu "FVH". Ten kawałek z audycji pojawił się na jakimś składaku Machiny. Jeden z nich, Nigel, zasilił wokalnie Blenders w czasach "Kucilandu", gdy Glennski odszedł. Płytkę wygrzebałem parę lat temu w tanich koszach w Empiku. Uwielbiam ją.

prawie cała dostępna jest za friko na last.fm, o dokładnie TU

"I promise to funk now, nothing but the funk now, nothing but the funk"

7. Groovekojad - Panie kierowniku!

To projekt Glenna Meyera z Blendersów. Album "Smacznego" z 2000 roku jest całkiem smaczny. Na bębnach Jacek Olter. Niestety pozytywna muzyka nigdy się u nas dobrze nie sprzedawała, nawet jeżeli miała w sobie dużo funkcu, dobrz bujała... Przeszło bez większego echa, choć ten numer wiele osób jeszcze pamięta.

8. Homosapiens - Elephant

Cudowna piosenka. Prawie tak cudowna jak "The Iris Sleep Under The Snow" Ścianki. No i co z tego, że płyta "Big Frank" zawiodła, "Elephanta" będziemy słuchać jeszcze długo, no nie?



9. Miłość - Luke The Skywalker

Trzaska, Tymon, Olter, Możdżer. Yass. Lektura obowiązkowa, teraz łatwo dostępna - Biodro Records wydało reedycję "Miłości".
I jeszcze artykuł Ryszarda Tymona Tymańskiego "Cały ten dżez", również obowiązkowy.

10. Robotobibok - Maraton tańca

Z debiutanckiego "Jogging" z 2000 roku. Czekamy na nowy album. Czekamy.

ichpejs

11. Spear - Millenium Light

Muzyka hermetyczna, zewowy ambient - do tych nurtów zalicza się Spear. Pod wielkim wpływem co bardziej alchemicznych dokonań Coil, Current 93, czy Nurse With Wound, jednak oryginalnie. Wydali dwie płyty w legendardnym Obuh Records. Obuhowi należy się osobna audycja - wydawał przecież takie cuda jak Za Siódmą Górą, Księżyc, Atman, Karpaty Magiczne.

środa, 2 lipca 2008

"you know I take the pussy seriously..."




Plejlista z 2 lipca:

1. Dan Reeder - Food And Pussy
2. John Frusciante - Your Pussy's Glued to a Building On Fire
3. Pussy Galore - Renegade!
4. 54-71/Pussy Whipped
5. Bikini Kill - Blood One
6. Bikini Kill - Magnet
7. Grinderman - No Pussy Blues
8. Nashville Pussy - Go Motherfucker
9. Ol' Dirty Bastard - I Want Pussy
10. Mindless Self Indulgence - Pussy All Night
11. Chicks On Speed - Universal Pussy
12. Harry Pussy - Fuckology
13. Puscifer - Vagina Mine
14. Boredoms - J.B. Dick + TinaTurner Pussy
15. Broken Penis Orchestra - The Popes Pot, Penis & Pussy
16. Lee "Scratch" Perry - Pussy Man

POSŁUCHAJ - ściągnij

Pomrhhrruki i stęki musiały wystąpić, w końcu to audycja o kiciach była.

sobota, 28 czerwca 2008

odyszon 25 czerwca.

Myślałem, że gdy się obronię to będę taki ZEN, że zacznie bić ode mnie niebieska poświata. Że praca będzie będzie mniej męcząca, niż zawiązanie sznurowadeł. Że po pracy przy dźwiękach Mooga obsługiwanego przez samego boga będę udawał się do parku ożywiać martwe owady i małe ssaki siłą woli. Niestety. Zen jest, ale ma słabe kung fu.

Krótko.


To był ciężki dzień. To była ciężka audycja. Pełna cudnych dźwięków i niekoniecznie przytomnych gadek między nimi. Cudne dźwięki to wynagrodziły. Tak myślę.


4 płyty.

1. Misophone - White Waves
2. Misophone - Nothing Down There but Trees
3. Misophone - Deluded and Obscene
4. Miso
phone - Turning Hay in the Fields

Album o długim, a ładnym tytule:
"Where has it gone, all the beautiful music of our grandparents? It died with them, that’s where it went... Where has it gone, all the beautiful music of our grandparents? It died with them, that’s where it went... "

ichpejs

5. Spectrum Meets Captain Memphis - Take Your Time

6. Spectrum Meets Captain Memphis - When Tomorro
w Hits

Album "Indian Giver"

pejs Spectruma


7. Tape - Beams

8. Tape - Fingers
9. Tape - Reperto
10. Tape - Dripstone

Album "Luminarium"
ichsztrona
ichpejs

11. Hala Strana - Jede Forman Dolinú
12. Hala Strana - Streets Of Raised Platforms

13. Hala Strana - Stouthrief
14. Hala Strana - Spiring Plume

Album "Hala Strana"

Hala Strana, czyli Steven R. Smith, czyli geniusz.
jegosztrona

środa, 18 czerwca 2008

§

"Jako twój adwokat doradzam ci, byś wyjawił, gdzie schowałeś tę pieprzoną meskalinę."

Pisze do Was świeżo upieczony magister prawa, taki z 5 na dyplomie. Nie bylejaki chyba.

Co prawda nie mogę jeszcze do nikogo powiedzieć jak Dr. Gonzo w powyższym cytacie z "Lęku i odrazy w Las Vegas". Żeby zostać adwokatem potrzeba jeszcze parę lat wypruwania sobie żył. Zobaczymy. Ale dziś, dziś jest bosko.

Dzisiejsza audycja jest bardziej dla mnie, niż dla Was. Dzisiejsza audycja będzie optymistyczna do bólu. Muzyka będzie przebojowa do wyrzygu. Okrutnie hiciarska.

Zapraszam, aje.


APDEJT

POSŁUCHAJ - ściągnij audycję!

plejlista z 18 czerwca:

1. Bran Van 3000 - Drinking In L.A.

No tak, tym razem głos niski nie tylko ze zmęczenia. Letni numer, numer na lato, na letni chlor, letni klasyk.

2. Afro Kolektyw - Gościnne występy

"Pan magister zwleka się z łóżka
Na mordzie skisły pusty jak wydmuszka
Zła wróżka była tu gościem częstym
I magiczną różdżką przeniosła go gdzieś między Rosję a Niemcy
Gdzie pensji jej, jaka forsa, złotych tysiąc, w mordę
Kupisz razowca na miesiąc, absolwent
Jak śmieciarz, jak garncarz, tak wyszło
Co sam zlepił w palcach, dziś ceni nisko
Dżob - ognisko wychowawcze przy ulicy Bagno
Zmienić na zawsze w prawdziwe ognisko zapałką
Chciałbyś - znam to, Intraco i Marriott jakoś są za małe
Pamiętasz kryty papą dom sołtysa? Zapomniałeś,
Aspiracje, chęć przygód wsysa, goń za zmianą
Na kolację sto grzybów w Amsterdamie i co rano
Złoty piasek, morski błękit
Nie sine nosy z kacem, ruskie złote szczęki.
Okazja już zużyta, na dupie odcisk
I bicykl zgrzyta, deficyt przyjemności.
W tym wieku czas na nowe związki i komplet kluczy
W beczce śmiechu jeszcze zdążysz zbudować dom uciech
Choć nie uciec, wrosnąć w glebę, znudzić się nietrudno.
Szósta pięć siedem, budzik na siódmą.
Chcę was zatrzymać jeszcze, chwycić za łeb - niemożliwe,
Moje ręce - w lewej mam chusteczkę, w prawej czek na zasiłek"


No nie? Nowy album niedługo. W piątek koncert w warszawskim Balsamie. Aje!

3. Black Diamond Heavies - Take A Ride

Zardzewiały blues na brudnych bębnach i tłustym klawiszu. Nie tak niemoralny jak Pussy Galore. No bo nie ma w
ściekłych rozstrojonych gitar i Jona Spencera oddającego mocz na publiczność. Ale i tak nie dla mięczaków.

posłuchaj więcej: ichpejs

4. Sonny J - Enfant Terrible

"Disastro" to jest album na miarę "Since I Left You" The Avalanches lub "Glee" Bran Van 3000. Czyli genialny turntablistyczny letni pop. Takie słoneczne cudo. Wrzut o panu wkrótce.

posłuchaj więcej: jegopejs

5. I Monster - Hey Mrs. (Glamour Puss Mix)

Muzyka z reklamy co podjeżdża Air. Terefere, akurat. Dobra rzecz. Z albumu "Neveroddoreven" z 2003 roku, na którym takich hitów pełno.

posłuchaj więcej: ichpejs

6. Sonny J - I'm So Heavy

7. Elmore Judd - Dead Man Walk In A Straight 9

Klezmerski elektroniczny funk dla neurotyków. Nadal rządzi.

posłuchaj więcej: jegopejs

8. Sonny J - Doing The Tango

9. Curse Ov Dialect - Bury Me Slowly

Koleżcy kończą nagrywać trzeci album. Pierwsze dwa są genialne. To z drugiego, "Wooden Tongues". No nie wiem - mega jak to się mówi. Aha i w tym numerze siedzi sampel z wielkiego "First Utterance" Comusa.

posłuchaj więcej: ichpejs

10. Sonny J - Cabaret Short Circuit

11. Hot 8 Brass Band - Sexual Healing

Marvin Gaye na dęciakowy big band. Leczy wszystko.

posłuchaj więcej: ichpejs

aje, dzięki za uwagę.

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Diabolik

Przy okazji wrzutu o Messer Chups przypomniał mi się film "Diabolik" (lub "Danger: Diabolik"). Messerzy nawiązują do niego w paru kawałkach.

Diabolik to taki włoski Fantomas. Z tym, że przystojniejszy, niż zielonomordy kryminalista. Diabolik też jest przestępcą, a właściwie arcymistrzem sztuki złodziejskiej. Też nosi przebranie - charakterystyczny czarny kostium i maskę zasłaniającą całą twarz oprócz oczu. Jego działania mają podobny rozmach co masterplany Fantomasa. Panowie superłotrzy różnią się charakterami - Fanotmas to socjopata, morderca i brutal; Diabolik jest typem czarującego złodzieja, którzy unika odbierania życia niewinnym osobom, okrada głównie innych przestępców, a od łupu ważniejszy jest styl w jakim dokonuje kradzieży. Właściwie do bliżej mu do Arsène Lupina... Diabolikowi towarzyszy zabójczo piękna blondynka Eva Kant, jednocześnie kochanka i asystentka. Po piętach cały czas depcze mu Inspektor Ginko. Komiksy traktujące o przygodach Diabolika wychodziły od 1962 roku. Postać stała się bardzo popularna po tym, jak Mario Bava nakręcił film "Diabolik" w 1968 roku.



Mario Bava jeden z najważniejszych włoskich reżyserów - jego nazwisko wymienia się obok Lucio Fulciego i Dario Argento . Przypisuje się mu stworzenie podstaw gatunku włoskiego horroru, zaliczanego do nurtu giallo, kina inspirowanego pulpową literaturą (giallo - wł. żółty, od żółtych grzbietów okładek tanich książek sensacyjnych). Giallo, którego największe arcydzieła stworzył później Argento. O włoskim kinie grozy z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych przeczytacie tu.

"Diabolik" jest wyjątkową pozycją w filmografii Bavy - ta pop-kiczowa ekranizacja komiksu jest zupełnym przeciwieństwem mrocznych i niepokojących gotyckich horrorów, z którymi kojarzone jest nazwisko reżysera. To film bardzo podobny do "Barbarelli" Rogera Vadima: oba zostały nakręcone w tym samym czasie, oba są ekranizacjami komiksów, oba to doskonałe przykłady flower-powerowej estetyki lat sześćdziesiątych. Oba produkował legendarny Dino De Laurentis i w obu wystąpił John Philip Law.


Przystojniak był z tego Johna Philipa Lawa. Jego magnetyzujące spojrzenie dodało Diabolikowi niesamowitego uroku. Nic dziwnego, że Law stał się ikoną tamtych lat. Choć grał głównie w tanich włoskich sensacjach i spaghetti westernach... W roli Evy Kant wystąpiła zjawiskowo piękna Austriaczka Marisa Mell. Też grała głównie we włoskich produkcjach.

Co jest takiego fajnego w "Diaboliku"? Wszystko. Komiksowe przestylizowanie widoczne jest w każdym aspekcie - od scenografii, przez kostiumy, aktorstwo, po przegięte sceny sensacyjne. Fabuła jest zupełnie nieistotna - Diabolik kradnie od mafii, ścigają go więc gangsterzy i ściga go policja. Wszystko to pretekst, żeby Eva Kant mogła zmieniać co chwilę cudowne kostiumy, Diabolik ścigać się Jaguarem E, a szef mafii Valmont użyć przycisku uruchamiającego zapadnię pod nogami jakiegoś typa i rzucić do niego parę drętwych tekstów, gdy ten wypadał z samolotu. Zastanawiam się, czy cały ten film nie jest pretekstem do pokazania sceny seksu na łóżku wyłożonym milionami dolarów, które wcześniej ukradł główny bohater. Chyba jednak nie - "Diabolik" cały składa się z takich genialnych rzeczy.

Za ścieżkę dźwiękową odpowiada nie kto inny, jak sam Ennio Morricone. Signore Ennio wykonał tutaj pierwszorzędną robotę. Szkoda, że to jedno z jego najmniej znanych dokonań. Hipisowskie śpiewy, surf rockowe gitary, fujarki, słodkie melodie. Cudeńko.


/Ennio Morricone - Valmont's GoGo Pad/

Do "Diabolik" nawiązuje w seria o agencie specjalnej troski Austinie Powersie, choć oczywiście wyraźniejsze są pojazdy po Bondach. Wspominałem już o tym, że Diabolika przywołują Messer Chups. Największym hołdem dla tego filmu jest teleklip Beastie Boys do kawałka "Body Movin'":



Obejrzeć to dzieło możecie na tubie. Choć to wersja z Mystery Science Theater 3000, a film lepiej zobaczyć w oryginalnej. Uwielbiam MST3K - oglądanie starych filmów z komentarzami robotów i ciecia stacji kosmicznej to prawie jak oglądanie takowych z kumplami przy piwie. Ale "Diabolik" broni się sam i komentarze, dopowiedzenia i głupie teksty raczej przeszkadzają w odbiorze.

środa, 11 czerwca 2008

Messer Chups


I'll swallow your soul!


Jak wiele jest rzeczy kultowych? Mnóstwo. Pomijam już stopień wyświechtania tego określenia. Rzeczy kultowych jest mnóstwo. Od cholery. Potąd.
Ray-bany i czarne garnitury Blues Brothersów. Wąsy, bandany i dżinsowe katany Turbonegro z okresu "Ass Cobra". Teksty Asha z "Martwego zła", w ogóle Bruce Cambpell sam w sobie. I Tom Waits. Poranki Hanka Chinaskiego w prozie Buka. Hejtspicz Edwarda Nortona z "25th Hour" Spike'a Lee. Sposób w jaki Eastwood odwijał poły poncza w Trylogii Dolara. Pierwsz
a próba Bozara z Fallouta 2. Przemowa Mickey Rourke'a w "Spun". Mnóstwo. Od cholery. Potąd.

W tej przykładowej wyliczance obok rzeczy wielkich, kozackich, pojawiają się elementy mocno przegięte w stronę kiczu, acz też mocarne - nie od dziś wiadomo, że tandetę otacza się kultem czę
ściej, niż tak zwaną sztukę. Nie, nie będzie o granicy między sztuką, kiczem, a Wajdim w stroju konia i Zanussą przebranym za tornister. Będzie o kultowej tandecie, o cudownym kiczu. Będzie o Messer Chups.

Szatan Szatan, pozamiataj!

Cabaret-psycho-surf-gothabilly? Może być, chyba że chcecie kombinować dalej - jeżeli gdzieś uda się wam zgrabnie wcisnąć "lounge", "punk", "boogie", "obscure", "electronic" i "satanic", to będzie prawie to. Ale lepiej obejrzyjcie teleklip, na złego dobry początek:



/Messer Chups - Hexe Chips/

Ten wystylizowany na szatanistyczną wersję Johna Lennona pan to Oleg Gitarkin, lider zespołu odpowiadający za muzykę i otoczkę wizualną. Towarzyszy mu gothpunkowa piękność o wiele mówiącym pseudonimie Zombie Girl, ona tnie na basi. Obecnie w Messer Chups gra jeszcze Oleg Peskov, perkusista Leningradu. Wszyscy pochodzą z Sankt Petersburga.


Kultowe złe kino science fiction Eda Wooda. Potwory z bagien, wilkołaki i ludzkie głowy na pajęczych nóżkach z różnorakich trash movies. Plastikowy Szatan z kiepskich okultystycznych horrorów z lat czterdziestych i precyzyjne cięcia siekierą z wysublimowanych dzieł włoskich mistrzów z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Dario Argento goni Fantomasa. Obsada "Faster, Pussycat! Kill! Kill!" Russa Meyera zainfekowana przez zombie... to klimat Messer Chups.


/Messer Chups - Go Satan Go!/

Podobnymi rzeczami inspirowały się horror punkowe kapele z The Misfits na czele. Kultowe klasyki złego kina przypominał White Zombie. Pseudo okultyzm i szatanistyczne hocki-klocki na wesoło pojawiały się w industrialnym My Life With The Thrill Kill Kult.


/
My Life With The Thrill Kill Kult - Kooler Than Jesus/

Sfera muzyczna Messer Chups rozpościera się za to gdzieś między surf rockiem spod znaku Dicka Dale'a, a lounge'owym luzem Henry'ego Manciniego. Psychobilly podrasowane masą sampli z efektami dźwiękowymi i dialogami z filmów. I theremin. Jego charakterystyczne wyjące dźwięki wypełniały ścieżki dźwiękowe filmów grozy sprzed lat. Największe wrażenie robi jednak sposób grania na tym cudzie. Przez pewien czas w Messer Chups udzielała się nawet Lidia Kavina, krewna wynalazcy thereminu Lwa Termena, wirtuozka i popularyzatorka tego instrumentu.


/Messer Chups - Flash Of The Night/

Jeżeli marzy się wam czasem wymiana dłoni na piłę łańcuchową, jeżeli zamiast ozdób wieszacie na choince latające spodki, a na lusterku samochodowym gumowego Lucyfera - Messer Chups jest dla was. Parafrazując tagline ze strony zespołu: jeśli wierzycie, że przyszłość wydarzyła się jakieś 40 lat temu - na pewno macie już wszystkie ich płyty.

Oleg Gitarkin grał wcześniej z Olegiem Kostrowem w kultowej już (sic!) formacji Messer für Frau Müller. Szczegóły w oficjalnej biografii i na Allmusic, nie będę robił tu Wikipedii. Polecam równie mocno jak Messer Chups, który zresztą muzycznie nawiązuje do dokonań obu Olegów z początku istnienia Messer für Frau Müller:


/Messer für Frau Müller - Yellow Case/

Kostrow wydaje dziś płyty pod własnym nazwiskiem. Ma na koncie współpracę z ponoć znanym rosyjskim designerem Bartenewem, który to sam współpracował z bezsprzecznie znanym Brianem Eno. Muzyka do spektakli Bartenewa "Iwona" i "Snow Queen" przyniosła Kostrowowi sporą popularność w Rosji. To kontynuacja drogi jaką obrał
Messer für Frau Müller na ostatnich wydawnictwach: pozornie lekkie elektroniczne melodyjki nasycone klimatem ZSRRowskiej sztuki i oparte na samplach wykorzystujących zdobycze radzieckiej myśli technicznej.


/
Messer für Frau Müller - Best Girl From USSR/

Messer Chups zagra w piątek 13 czerwca w warszawskim Saturatorze. Wstęp 15/20zł. Dzień później we wrocławskim Klubie Łykend. Messer Chups dziś w audycji "Słuchanie zabija".



APDEJT

POSŁUCHAJ - ściągnij audycję!

playlista z 11 czerwca:

STRONA A
1. The Tallest Man On Earth - Where Do My Bluebirds Fly
2. The Tallest Man On Earth - Pistol Dreams
3. Hunchback - The Ugliest Angel
4. Hunchback - A Year And A Day
5. Hunchback - Werse Houses
6. Rancid - Side Kick
7. Clutchy Hopkins - 02


STRONA ZOMBIE ZOMBIE SATAN
8. Messer Chups - Sex Euro and Elvis Pop
9. Messer Chups - Anton La Vei 66,6 FM
10. Messer Für Frau Müller - Funny Man
11. Messer Für Frau Müller - Jeltiy Chemodanchik
12. Oleg Kostrow - Fischmambo
13. Messer Chups - Shandor Diabolik's First Love
14. Messer Für Frau Müller - Do Svidanya